niedziela, 28 sierpnia 2011

Uważaj, co robisz!

Czujni chrześcijanie powstrzymują się od używania tego świata w pełni w kwestii wyższego wykształcenia. Wiele osób w tym systemie rzeczy uważa je za warunek osiągnięcia prestiżu i dostatniego życia. Ale my, chrześcijanie, jako tymczasowi osiedleńcy, zmierzamy do innych celów. Nie chcemy 'nastawiać się na to, co wyniosłe’ (Rzym. 12:16; Jer. 45:5). Ponieważ jesteśmy naśladowcami Chrystusa, poważnie traktujemy przestrogę: „Miejcie oczy otwarte i strzeżcie się wszelkiej zachłanności, bo nawet wtedy, gdy ktoś ma obfitość, jego życie nie zależy od tego, co posiada” (Łuk. 12:15). W związku z tym zachęcamy młodych chrześcijan, by dążyli do celów duchowych, zdobywając jedynie wykształcenie umożliwiające zaspokajanie podstawowych potrzeb, a jednocześnie skupiając się na przygotowaniu do służenia Jehowie 'całym sercem, duszą, siłą i umysłem' (Łuk. 10:27). W ten sposób mogą się stać 'bogaci wobec Boga' (Łuk. 12:21).

Strażnica z 15. 11. 2011 r. artykuł pt. „Tymczasowi osiedleńcy w niegodziwym świecie”

Mężczyźni często stawiają zabezpieczenie materialne ponad dążenia duchowe. Dla wielu z nich priorytetem jest zdobycie wyższego wykształcenia i zapewnienie sobie dobrze płatnej pracy. Według ich sposobu myślenia korzyść w postaci pieniędzy jest pilniej potrzebna i praktyczniejsza niż korzyść płynąca ze studiowania Pisma Świętego i zabiegania o bliską więź z Bogiem. Chociaż nauki biblijne mogą do nich trafiać, to „troski tego systemu rzeczy i zwodnicza moc bogactwa” zaduszają ewentualne zainteresowanie (Marka 4:18, 19).

Strażnica z 15. 11. 2011 r. artykuł pt. „Pomagaj mężczyznom robić postępy duchowe”


Uważaj, co robisz!

Bóg ci rozum dał, człowieku, oraz siłę,
Lecz najlepiej zakop wszystko to w mogiłę,
Przecież mózg nie służy wcale do myślenia.
Ma jedynie wykonywać polecenia.
Ręce wprawdzie po to masz, aby pracować,
Lecz tą pracą nie masz zbytnio się przejmować.

Nie 'nastawiaj więc się na to, co wyniosłe',
Lepiej będzie, jeśli pozostaniesz osłem,
I choć Paweł miał na myśli coś innego,
Ty przyjm wersję „niewolnika” bruklinskiego,
Według której wykształcenie, dobra praca
Mogą być przyczyną moralnego kaca.

Jeśli zechcesz posiąść wyższe wykształcenie,
W więzi z Bogiem to przeszkodzi ci szalenie,
Zaczniesz bawić się w badanie, dociekanie,
Miast przejawiać bezgraniczne zaufanie
Do „kanału”, który stoi wciąż na straży
I którego zaufaniem Bóg obdarzył!

Dobra praca – to też przysmak nie dla ciebie,
Lepiej, byś gromadził sobie skarby w niebie,
Przecież jesteś tutaj tylko osiedleńcem,
Więc nie stawaj jakimś nagle się odmieńcem,
Który mózgu chce używać do myślenia,
A rąk swych – do pomnażania swego mienia.

Jeśliś wcześniej zdążył zostać „wykształciuchem”
Będąc zarażony zgniłym świata duchem,
Trudno – przecież czasu cofnąć już nie możesz,
Masz sposobność za to ćwiczyć się w pokorze,
Doceniając ten prostaczków związek bratni,
Bo to oni będą pierwsi – ty ostatni.

Nic się nie martw, żeś majątek zdobył duży,
Wszystko to do dobrych celów może służyć,
Przepisz wszystko, co posiadasz na „Strażnicę”,
W niej na zawsze niezawodną masz kotwicę,
Która przeszła wszystkie sztormy oraz burze
I do tego ciągłe ma poparcie w górze.

Choć potrzebna nam jest garstka wykształconych –
Przecież w Internecie ktoś prowadzić musi strony,
Ktoś medyczną służbę tworzyć na kongresach,
Ktoś coś wiedzieć o rachunkach i wykresach,
Ktoś nareszcie musi biegłym być prawnikiem –
Pozostałym zabraniamy tego z krzykiem.

„Wykształciuchy” i pracusie są straceni –
Nie ma miejsca dla nich w niebie ni na ziemi,
Z tym ginącym światem strasznie powiązani,
W popieranie jego całkiem uwikłani,
Jeśli tych okropnych praktyk nie porzucą,
Bóg i Chrystus całkiem od nich się odwrócą.

Zamiast mądrze więc posłużyć się rozumem,
Lepiej, gdy iść będziesz w zgodzie razem z tłumem,
Który w swym mniemaniu tworzy „wielką rzeszę”,
Choć przez Armagedon jeszcze nikt nie przeszedł.
Lecz wykładnia ta z „fabryki snów” w Brooklynie
Tworem ludzkiej wyobraźni jest jedynie.

Gorzko człowiekowi robi się na duszy,
Gdy mu ktoś głupotę zwykłą kładzie w uszy,
A ubiera jawnie ją w szaty mądrości,
Sądząc, że pisze tylko dla głupich gości.
Chciałbym, by pisarzom wedle ich życzenia
Pozostali tylko ci bez wykształcenia.
Licencja Creative Commons
Uważaj, co robisz! by weteran is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Unported License.

czwartek, 9 czerwca 2011

Pewien Straszny Odstępca

Raz pewien straszny odstępca
poczuł się jak przestępca,
choć nie złamał paragrafu,
uciekały przed nim w strachu
braci mych rzesze, miriady,
w myśl podanej im zasady,
by odstępcy unikali,
i kontaktu z nim się bali.
Lepiej uciec nawet w chaszcze,
byle nie w odstępczą paszczę.
Lepiej zostać już przestępcą,
niż obrzydliwym odstępcą.
Jak śmiałeś w odstępczym szale
znajdować błędy w Kanale.
Kanał toć to wola nieba,
z nią się zawsze zgadzać trzeba.
Jak Ci coś się w nim nie zgadza,
to Cię rozum własny zdradza.
Jeśli rozum wierze szkodzi,
porzuć rozum, o co chodzi?
A myślenie niezależne
bardzo jest z odstępstwem zbieżne.
Za myślenie, mój kochany
srodze jesteś ukarany.
Teraz nawet w restauracji
nie zje z Tobą brat kolacji.
Wnuczki dziadka nie zobaczą,
ani po nim nie zapłaczą.
Na przyjęciu u rodziny
Twoje miejsce zajmie inny.
Za myślenia Twego zdrady
braci mych rzesze, miriady
nie stoją u Twego boku,
bo już mają Cię na oku.
W zborze było ogłoszone,
że wszystko z Tobą skończone.
To Komitet Sądowniczy
winy Twoje wszystkie zliczył,
skruchy Twej nie dojrzał śladu,
żebyś nie zagrażał stadu,
strzeżonemu bardzo czujnie,
a przed Tobą aż podwójnie.
Nie obciąża mózgu pracą,
informacja o tym za co
Ty zostałeś wykluczony,
ani jak byłeś sądzony.
Bracia w sposób komfortowy
mają taki problem z głowy.
Ma odstępca z drugiej strony
wstęp do raju utracony.
Czy warto było zuchwale
wykrywać błędy w Kanale?
Licencja Creative Commons
Pewien Straszny Odstępca by Damazy Eustachowicz is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska License.
W oparciu o utwór dostępny pod adresem euterpolacje.blogspot.com

wtorek, 22 lutego 2011

Po śmierci Johna Barra

„W sobotę rano, 4 grudnia 2010 roku zakończył swój ziemski bieg John (Jack) Barr, członek Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy (…) Cieszymy się razem z nim, że otrzymał dar nieśmiertelności”.
Strażnica z 15. 05. 2011, artykuł pt. „Wspaniały nadzorca i drogi przyjaciel”

Kiedy przychodzi czas na dokładniejsze wyjaśnienie jakiegoś ważnego zagadnienia, w zrozumieniu go duch święty pomaga odpowiedzialnym przedstawicielom klasy „niewolnika wiernego i roztropnego w Biurze Głównym”
Strażnica z 15. 05. 2010.


Znów kolejny z weteranów jak to mówią – zasnął w Panu,
Lecz czy tak jest, czy też nie – tylko Pan naprawdę wie...
97 lat – długo więc oglądał świat,
Za ten czas i się nawrócił, i Raymonda precz wyrzucił...


Oczywiście nie on sam – wraz z innymi uknuł plan,
Żeby pozbyć się intruza, bo inaczej legnie w gruzach
Ta misternie tkana nić, by wygodnie bez zmian żyć.
Wszystko zawsze pod natchnieniem, zgodnie z Bożym zamierzeniem.


W Biurze Głównym jest Duch Święty, tam podpięty i zamknięty.
Im kto dalej jest od Biura, tym Duch mniej przez niego wskóra.
Warto oddać Biuru mienie – stamtąd płynie oświecenie.
W Biurze „kanał” jest łączności, pełen ciepła i miłości,


Ciągle daje „światło” nowe – ma żarówki 100-watowe.
Czasem światło się przyciemnia i wygląda, że się ściemnia,
Bywa, że lampa zużyta jako nowa jest odkryta.
Raymond prawdy szukał stale myśląc, że też jest w „kanale”,


Lecz tu srodze się pomylił, bo go z niego wyrzucili.
„Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać, jak i one”.
Raymond tego nie zrozumiał – on inaczej „krakać” umiał...
Czy o Franzu Fredericku i Jaraczu, i Sydliku,


Barrym, Kleinie i Gangasie będą uczyć w szkolnej klasie?
Choć umarli w pełnej glorii, to odeszli w mrok historii...
Siedzą na niebiańskich koniach z mieczem Chrystusowym w dłoniach?
Czy też Boże zmiłowanie da im ziemskie zmartwychwstanie?


Może będą zawiedzeni, kiedy znajdą się na ziemi?
Mieli 1000 lat panować, już nad sobą nie pracować,
A tu trzeba pracowicie, dzień po dniu walczyć o życie...

Jaka będzie ich reakcja, gdy ich cała „Teokracja”
Pęknie jak bańka mydlana przy faktycznym przyjściu Pana?
Czy zakryją swoje twarze, kiedy nagle się okaże,
Że to Raymond, a nie oni, dzierży miecz niebiański w dłoni?

Więc wołam do „pomazańców”, co się mają za wybrańców:
Może zamiast wyniosłości przyda więcej się skromności...
Bo wcale nie ma pewności co do świetlanej przyszłości,
Którą sobie gotujecie, lecz nie wy decydujecie!

Licencja Creative Commons
Po śmierci Johna Barra by Weteran is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License.
W oparciu o utwór dostępny pod adresem http://euterpolacje.blogspot.co.uk/2011/02/po-smierci-johna-barra.html

piątek, 21 stycznia 2011

Boskie wskazówki

W jaki sposób reagujemy, gdy otrzymujemy Boskie wskazówki? Czy staramy sie do nich zastosować od zaraz, czy raczej pozostajemy przy swoich przyzwyczajeniach? Czy na przykład znamy aktualne wytyczne co do prowadzenia domowych studiów biblijnych, głoszenia obcokrajowcom, regularnego wielbienia Boga w gronie rodziny, współpracy z Komitetami Łączności ze szpitalami oraz odpowiedniego zachowania na zgromadzeniach? (...) Zapewne więc właśnie Mojżesz, poprzez którego Bóg kierował ludem, dawał sygnał do wymarszu. Obecnie „szafarz” Jehowy daje wyraźny „znak”, gdy trzeba podjąć jakieś działanie. (...) W tym celu wykorzystuje artykuły w „Strażnicy” i NSK, nowe publikacje i przemówienia na zgromadzeniach. (...) Czy wyraźnie dostrzegasz dowody kierownictwa Bożego?
W obecnych „dniach ostatnich” Jehowa posługuje się swą organizacją, by prowadzić nas przez niegodziwy szatański świat. (...) Lud Boży na pewno dotrze do obiecanego, Nowego Świata. Ale to, czy osobiście się tam znajdziemy, w dużej mierze zależy od naszego pokornego podporządkowywania się wskazówkom Jehowy. Obyśmy więc zawsze dostrzegali dowody kierownictwa Bożego!

Strażnica z 15. 04. 2011, artykuł pt. „Czy dostrzegasz dowody kierownictwa Bożego?”


Jest w historii armia cała,
Co się Bogiem zasłaniała...
Kościół, gdy rozniecał stosy,
To niebiańskie słyszał głosy.
Sami aniołowie rzekli,
By kacerze się upiekli.


Założyciel Reformacji
Nie uznawał cudzych racji.
Pewnie to na rozkaz Boga
Luter chłopów chciał mordować.
Przy tym plótł jakieś androny
O porządku przyrodzonym.


Kalwin najpierw był ofiarą,
Później jednak zagiął parol
Na Serveta, bo nie wierzył,
Że Bóg Jeden w trójcy leży.
Znów sprzymierzył się z Kościołem,
Po czym go spalili społem.


Jan Hus prawdy był szermierzem,
Życie swe złożył w ofierze,
Lecz husyci w imię Boga
Armią swą zwalczali wroga.
Ellen White nawet pisała,
Że ich Boża moc wspierała.


Sprawa wciąż niewyjaśniona:
Obłąkana czy natchniona?
Dwa tysiące wizji miała,
Podczas których zamierała.
Do dziś wielu wciąż uważa,
Że to Bóg jej mózg przetwarzał.


Adwentysta William Miller
Stwierdził, że już czeka tyle,
Że ma wreszcie dość czekania
I ogłosił bez wahania
Datę, kiedy Pan powraca;
W głowach ludziom poprzewracał.


Tutaj jednak przyznać trzeba –
Miał pokorę wobec Nieba.
Kiedy jego przepowiednie
Czas ujawnił jako brednie,
To przeprosił swoich braci
Choć już część ich zdążył stracić.


Z tajnych źródeł masonerii
Po sprzedaży sklepów serii
Charles Taze Russell się pojawił,
Zaraz Bożą myśl objawił:
- Za trzydzieści cztery lata
murowany koniec świata”.


Choć poparcia pewny w niebie,
Zaczął tracić pewność siebie.
Gdy się data przybliżała,
Stwierdził, że pomyłka mała (?)
Nie jest całkiem wykluczona,
Ale będzie naprawiona.


Gdy wybuchła Wielka Wojna,
Myśl wróciła mu spokojna.
Stwierdził znów w imieniu Boga,
Że to koniec „czasów pogan”,
Chociaż wszystko, co się działo
Jawnie temu zaprzeczało.


Pewny swej interpretacji,
Choć zupełnie nie miał racji,
Pastor wpadł na pomysł niecny,
Że już Chrystus jest obecny.
(To co? Przedtem Go nie było?!)
Wielu wiarę to zmąciło.


W noc strzyg, duchów i upiorów
Pastor zmarł na skutek chorób.
Lecz co się nieczęsto zdarza,
Próżno szukać tu lekarza...
W piramidzie pochowany,
i „Aniołem” nazywany.


Rzeczywiście „wierny sługa”
Czy też twarz masona druga?
Choć mówił o „Bożych datach”,
To co dziś, po wielu latach
Warte są te zapewnienia?
Wątpliwości nie ma cienia!


Wszyscy wiemy już o sędzi,
Że dość dużo w życiu ględził.
W swej broszurze o „milionach”
Twierdził, że nikt z nich nie skona.
Świadczy jego śmierć okrutnie,
Że się mylił bałamutnie.


W międzyczasie przestawiana
Rzekoma „obecność” Pana,
Przesunięta lat czterdzieści...
Dziś się w głowie to nie mieści.
Aż pomyśleć o tym trwoga,
Że to wszystko w imię Boga.


Kolektywny „sługa wierny”
Również się okazał mierny.
Pracowity niby mrówki
Daje wciąż „Boże wskazówki”.
Choć co druga z nich chybiona,
Zawsze nimbem otoczona.


Teraz więc wychodzi na to,
Że Bóg jest niepewnym Tatą,
Który sprzeczne ma wytyczne,
Błędy i pomyłki liczne.
I począwszy od Kościoła
Wszystko to o pomstę woła.


Czekam teraz, aż w „Strażnicy”
Będzie coś o jajecznicy,
Że ma być z dwóch, nie z trzech jajek,
Nic się do niej nie dodaje.
I ten, kto by inną spożył,
To narusza pogląd Boży.


Lecz odłóżmy na bok żarty.
Człowiek musi być otwarty
Na korektę i poprawę,
Z tego bowiem ma zdać sprawę.
Lecz się nie daj wmanewrować
W niby Boskie – ludzkie słowa...

czwartek, 13 stycznia 2011

Krótka historia pewnego szczerego człowieka

Krótka historia pewnego szczerego człowieka

Był raz sobie w pewnym kraju bardzo szczery, prawy człowiek,
Rzeczywistość naokoło wciąż spędzała mu sen z powiek.
Zaczął więc się zastanawiać, czy jest jakieś rozwiązanie,
Lecz wtem dzwonek! A za drzwiami stały dwie przemiłe panie.

Zanim zdążył coś wykrztusić, już otwarły Świętą Księgę
I zaczęły z niej cytować wiersz za wierszem na potęgę:
Czy pan wie, że Bóg ma imię? Ziemia wkrótce będzie rajem!
Ten ma szansę, kto z „kanałem” dziś w łączności pozostaje!

Choć ten „kanał” go przestraszył, zaczął sprawdzać inne rzeczy
I niestety swą przezorność i ostrożność ODBEZPIECZYŁ.
W tak powstałą tedy lukę wpadło wiele argumentów
Wziętych z Biblii, więc prawdziwych, przy tym jednak część przekrętów.

On smakując czystą prawdę, nie dostrzegał ich już wcale,
A że o tym nie mówiono, więc zapomniał o „kanale”
Gdy uwierzył, że na drodze jest jedynej i prawdziwej,
Z entuzjazmem nawracania pracy oddał się gorliwej.

Z „kierowaną Duchem Bożym” jedyną organizacją
"Utożsamił" się i ochrzcił oraz uczcił to kolacją.
Chociaż wykład i pytania o „kanale” coś bąkały,
To w amoku i radości problem wydał mu się mały.

I tu kończy się idylla, zaczyna degrengolada,
Wszystko przez to, że bohater nasz nie przestał Biblii badać.
Kiedy minął wreszcie amok, łuski z oczu mu opadły
I jak to się zwykle dzieje, wątpliwości go dopadły.

Ciągle jednak szczerze wierząc, że w religii jest prawdziwej
Oczekiwał odpowiedzi w pisaninie natarczywej.
Jednak zawsze miast się cofnąć z duchowego "niewypału"
Adresaci mu radzili ciągle trzymać się "kanału".

Wtedy pamięć mu wróciła i powiedział głośno w zborze,
Że przy drzwiach dwie panie kiedyś mu mówiły o tym tworze.
Lecz ośmielił się zapytać: - Jak to? Jest dwóch pośredników?
Więc dlaczego kontakt z nimi do różnych wiedzie wyników?

Czemu, kiedy widzę konflikt między dwoma „kanałami”,
To pierwszeństwo ma ten ludzki? Czy on jest nad niebiosami?
I w ogóle – co za pomysł z samozwańczą tą godnością,
Skoro jeden jest pośrednik miedzy Bogiem a ludzkością?

Tego było już za wiele. W całym zborze aż zawrzało!
Jak śmiesz bracie krytykować święte Kierownicze Ciało?
– Dzięki komu tutaj jesteś? Gdzie zniknęła twa pokora?
To na ciebie z Internetu wpływa propaganda chora!

Zewsząd zaatakowany, ledwie przywlókł się do domu,
Czując się osamotniony, nie ufając już nikomu.
Lecz nie koniec na tym – wtem do drzwi rozległo się pukanie.
Lecz tym razem to – niestety – już nie były miłe panie.

Odwiedziny mu złożyli dwaj panowie pod krawatem,
Z miną wrogą i surową wciąż go nazywając „bratem”,
Oskarżyli go, że jest odstępcą oraz wichrzycielem,
Musi więc wyrazić skruchę. To jest ich wizyty celem.

Ale czego mam żałować? Że wam prawdę powiedziałem?
Przecież żadna grupa ludzi nie ma prawa być „kanałem”!
Z czego mam się więc wycofać? Z mej miłości czy szczerości?
Te pytania brat skierował do swych nieproszonych gości.

Ich riposta była szybka: – My tutaj nie przychodzimy,
Byś przedkładał swoje racje. Wkrótce cię zawiadomimy
O terminie posiedzenia komitetu sądowego,
Czy się mieniąc naszym bratem jesteś jeszcze godzien tego!

Widząc, że szans żadnych nie ma, aby szczerze porozmawiać,
Zaczął się bohater nasz poważnie nad tym zastanawiać,
Czy zależy mu, by jeszcze nadal trwać w tym udawaniu,
Czy też sobie dać z tym spokój – pomyśleć o pożegnaniu.

* * *

Siedzi sobie w swym mieszkaniu szczery i uczciwy człowiek.
Wszystko to, co go spotkało, ciągle spędza mu sen z powiek.
Zastanawia się, czy było jakieś lepsze rozwiązanie…
Jak myślicie – czy otworzy, gdy usłyszy znów pukanie…?

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Dobre rady

O dawaniu rad

Strażnica z 1. 02. 2011 – artykuł pt. „To wasz dzień – zakończenie 129 klasy
Szkoły Gilead”.

„Mówca udzielił słuchaczom następującej wskazówki: „Jeśli ktoś zaczyna was wychwalać albo wynosić pod niebiosa wasze umiejętności, pokornie odwracajcie uwagę od siebie, a kierujcie ją na Jehowę i Jego organizację” (1 Koryntian 4:7).

(...) wyrażono wdzięczność dla członków Ciała Kierowniczego: „Przygotowaliście program nauczania, odwiedzaliście naszą klasę, udzielaliście nam wspaniałych pouczeń duchowych. Mogliśmy zobaczyć na własne oczy Wasz ofiarny trud i osobiście odczuliśmy Waszą miłość. A teraz zrobimy wszystko, by na przydzielonych nam terenach naśladować Wasz piękny przykład — Waszą miłość, cierpliwość, pokorę i szczerą troskę o drugich”.


Gdym do szkoły chodził jeszcze
Też pisałem czasem wiersze.
Choć rym był „by Częstochowa”,
Długo się w pamięci chowa.


Jedno takie rymowanie
Miało proste dość zadanie -
Był to rym jednowierszowy,
Łatwo wpadał więc do głowy.


Wskazać miał on na sprzeczności,
Co cechują wielu gości,
Chociaż innych wciąż strofują,
Sami się niewinni czują.


Rym, o którym tutaj mowa
Liczył cztery proste słowa:
„Dobre rady dla gromady”
I zawierał trzy zasady.


Pierwsza ta: Gdy dajesz rady,
Musisz z ludźmi mieć układy.
Muszą ci bezwzględnie ufać,
Żeby chcieli cię posłuchać.


Druga ta: Sprawiaj wrażenie,
Że zależy ci szalenie
Na słuchaczy pomyślności
Choćbyś w d... miał tych gości.


Trzecia: Rady są dla masy,
Ty nie jesteś z masy klasy,
To co się dla innych liczy,
Ciebie wcale nie dotyczy.


Każda Gileadu klasa
To jest właśnie taka masa,
Dla niej wykładowcy Szkoły
To niemalże są anioły.


Nie dostrzega więc sprzeczności
I zwykłej dwulicowości.
Widać to w Strażnicy wątku
Cytowanym na początku.


Ta „tradycja dobrych rad”
Ma już wiele długich lat.
Sędzia, co nakazał głosić,

Sam się nie zwykł z tym tarmosić.


Gdy na świecie kryzys szalał
On „Chryslerem” się przechwalał,
A tym, co stracili mienie
Słał z „Bet Sarim” pozdrowienie.


Zagadkowy rozpad rodzin
Dwom prezesom nie przeszkodził
Z Biblii rady słać pobożne,
Jak wieść trzeba życie zbożne.


Choć radził innym pokorę
Rutherford był dyktatorem.
Nie pomoże, że raz jeden
Zaniósł gdzieś walizek siedem.


Słynny prezes Franz Frederick
Też „pokorny” był i szczery.
Raz oznajmił braciom w Ciele:
„Ja jestem Nauczycielem”.


Po chybionym „końcu świata”
Wielki strach obleciał brata,
Że się zmniejszy masa „masy”
I pogorszy się stan kasy.


Rzeczywiście nastał spadek
I dostali „chłopcy” w zadek,
Więc zelżono lekko uścisk,
By wolności nieco wpuścić.


Jednak mimo tego trendu
Nikt nie przyznał się do błędu.
Nadal winne były masy -
Tak jest po dzisiejsze czasy.


Zalecenie neutralności
Nie dotyczy z Walkill gości.
Choć ONZ polubili,
To go masom zohydzili.


Na pogrzebach nakazano,
By zmarłych nie wychwalano.
Całkiem jednak jest inaczej
Ze zmarłym Tedem Jaraczem.


Kiedy zmarł ten Wielki Brat,
To obiegło cały świat
Kolorowe czasopismo,
W którym było o nim wszystko.


I tak będzie trwać ta gra
Póki Bóg nie powie: Pa!
I rozproszy dwulicowość.
To doprawdy będzie nowość!

czwartek, 11 listopada 2010

Smutny wiersz

Już ponad cztery lata, odkąd na jaw wyszła
Hańba stowarzyszenia z „bestią” Towarzystwa.
Czy może przez te lata coś się poprawiło?
Czy ktoś wyraził skruchę? Czy coś się zmieniło?!

Skądże! Dalej w najlepsze trwa zmowa milczenia
Bo przecież najważniejsza jest kwestia głoszenia,
Tą działalnością można sumienie zagłuszyć -
Łatwiej jest przecież problem ukryć, niż go ruszyć.

I nie ma co się łudzić. Bruklińscy wodzowie
Nie interes jednostki mają przecież w głowie,
Cóż ich może obchodzić, że coś komuś wadzi,
Przecież jeszcze tysiące trzeba przyprowadzić.

Więc jak ktoś nie chce kochać tę skostniałą bryłę,
Przecież nikt tu nikogo nie trzyma na siłę”.
Te słowa wyrzekł do mnie niegdyś starszy zboru,
Dziś mam pewność, że czerpał z danego mu wzoru.

Miłe złego początki” - mówi porzekadło
Russelowi początki te czynić przypadło -
Jednak by je pochwalić, trudno znaleźć powód,
Bo od razu w nich widać masoński rodowód.

Okultystyczna, chora piramidologia
Oraz oparta na niej błędna chronologia -
Czy możliwe, by „pastor” ten nie wiedział wcale,
Że nie można życia Chrystusa zakląć w skale?

Czy możliwe, gdy w salach stawał na ambonie,
A za jego plecami widniał krzyż w koronie,
Że tylko przez przypadek symbol ten hołubił,
A prawdziwy rodowód jego mu się zgubił?

Przez czterdzieści pięć lat, i to na pierwszej stronie,
Drukowano w Strażnicy ciągle krzyż w koronie,
Gdy Rutherford Jezusa przeniósł na pal z krzyża,
Uznał, że drukowanie krzyża mu ubliża.

Czy nie dziwne, że Russell w ostatniej swej drodze
Zlecił, by ciało jego chować w rzymskiej todze?
Czy tym dziwnym zleceniem nie potwierdził zatem,
Że i masonów, i przy tym Badaczy byl bratem???

Miłe złego początki”. Choć złe nie jest wszystko,
Choć uwagę na Biblię zwraca Towarzystwo,
To jednak przez swe nauki i kult „niewolnika”,
Umysł u tak „karmionych” „owiec” się zamyka.

Uczeń Jakub już dawno przestrzegał słuchaczy,
By nie rozwadniać prawdy i by nie mataczyć,
Bo jeśli źródło daje dwa rodzaje wody,
To nie przyniesie to wcale pożytku, lecz szkody.

Weźmy parę konkretów: daty „z czapki” wzięte,
Błędne interpretacje, z kontekstu wyjęte,
Przyjęcie „zamordyzmu” na miejsce jedności
I duch przeciwstawny chrześcijańskiej wolności.

Zebrania w zwykłą katechezę zamienione,
Gdy ktoś myśli inaczej, dni ma policzone,
Jeśli jeszcze w dodatku głośno o tym powie,
To ze starych przyjaciół powstają wrogowie.

Chyba na tym zakończę tych słów marnych kilka,
Bo – co dziwne, niestety – owce lubią wilka,
Lecz gdy wilka poniosą zgodnie z porzekadłem,
Pozostanie go nakryć białym prześcieradłem...

Kiedy owce zostaną bez wilczego drylu,
Będą szukać zapewne innego azylu,
Lecz jedyny, co życie zapewnić im może
Jest już znany od dawna. To Królestwo Boże.

Tylko te owce, które dzisiaj zrozumieją,
Że żyć trzeba jedynie realną nadzieją,
Będą mogły dać odzew na pytanie stare:
Czy Syn Boży, gdy przyjdzie, znajdzie jeszcze wiarę?”

wtorek, 28 września 2010

Niechaj narodowie ...

Niechaj narodowie wżdy postronni znają
to, że "owce" nie gęsi, lecz swój rozum mają.
Niechaj narodowie i to również wiedzą,
że w "gęstych ciemnościach" jako krety siedzą.


Pewien Sędzia "owce" wziął pod kuratelę,
by mogły osiągnąć wskazane im cele.
Jego imię Józef, Rutheford nazwisko -
więc "owce" dla niego zrobiłyby wszystko.


W dziewiętnastym roku wieku dwudziestego,
jakieś zamroczenie dopadło Sędziego
tak, że bardzo ważną inspekcję przeoczył,
nim się w Niewolnika postać przeistoczył.


Czy ktoś usłyszał lub dostrzegł tę inspekcję,
aby do jej badań mógł wnieść swe obiekcje?
Jeden tylko Sędzia z dużym opóźnieniem,
nagle poczuł się obdarowany mieniem,


gdy Pan Jezus ponoć uznał go za Swego,
Niewolnika Wiernego i Rozumnego.
Ponieważ Pan Jezus nie wyrzekł doń słowa,
Sędziego wymysłem była ta rozmowa.


Do narodów posłał Sędzia owce owe,
rozjaśnić im mroki chociaż o połowę.
A, że nie gęsi lecz swój rozum miały
polecenia Sędziego ochoczo spełniały. 


Sędzia rezydencję chciał wznieśc dla proroków,
gdyby śmierć zwolniła ich ze swoich oków.
Aby wszystko zgodne było z teokracją,
mieli swą okazać się legitymacją.


Owce, że powinność dobrze rozumiały,
albowiem nie gęsi lecz swój rozum miały,
zbudowały piękny "Bet-Sarim" w San Diego,
czym zadowoliły swojego Sędziego.
Bet-Sarim

Czy legitymacji swoich zapomnieli?
Czy też do San Diego adresu nie mieli?
Sędzia czekać dłużej nie miał cierpliwości,
sam więc zajął miejsce swych niedoszłych gości.


Do końca dni swoich mieszkał już w San Diego,
bo miejsce to było wygodne dla niego.
A gdy życie Sędziego na ziemi ustało,
stado smutnie z żalu za Sędzią beczało.


Kiedy owiec stado czekało spełnienia,
roku czternastego życia pokolenia,
gdy zaś przeminęło i nic się nie stało,
stado nadal trwało, bo swój rozum miało.


Obecnie "Nadzorcza Rada Stada" bada,
jaka jeszcze "zmiana" dla stada się nada.
A, że owce nie gęsi, lecz swój rozum mają,
na "zmiany" wciąż jeszcze potulnie czekają.
Licencja Creative Commons
Niechaj narodowie ... by Damazy Eustachowicz is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska License.
W oparciu o utwór dostępny pod adresem euterpolacje.blogspot.com

poniedziałek, 20 września 2010

Wariacje na temat tekstu dziennego z 20.09.2010.

Poniedziałek 20 września
Obfity pokój należy do tych, którzy miłują twe prawo, i nie ma dla nich żadnej przyczyny potknięcia (Ps. 119:165).
Oby postępowanie innych nigdy nie stało się dla nas pretekstem do rozżalenia się na Boga bądź porzucenia prawdy. Wytrwałe znoszenie przeciwności pomoże nam zachowywać nieskazitelność. Możemy jej też strzec przez unikanie ducha krytycyzmu. Oznacza to rzecz jasna dochowywanie lojalności wobec Jehowy. Obecnie błogosławi On swemu ludowi bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Jeszcze nigdy czyste wielbienie nie było na ziemi tak wywyższone (Izaj. 2:2-4). Kiedy są uściślane wyjaśnienia wersetów biblijnych lub usprawniane jakieś procedury, chętnie to akceptujemy. Z radością dostrzegamy dowody, że duchowe światło jest coraz jaśniejsze (Prz. 4:18). Jeśli trudno nam zrozumieć jakąś zmianę, prosimy Jehowę, by pomógł nam ją pojąć. A w oczekiwaniu na to trwamy w posłuszeństwie, zachowując nieskazitelność.

Bóg błogosławi swemu ludowi”
- Twierdzą pisarze anonimowi...
Znoś więc wytrwale wszelkie kłopoty
Do osiągnięcia stanu idioty.

Niech cię nie gorszy postępowanie
Innych. Nieważne czy to są dranie,
Czy nie. Nie zaprzeczaj aksjomatowi:
„Bóg błogosławi swemu ludowi”

„Czyste wielbienie jest wywyższone” -
To nic nie szkodzi, że jest skażone.
Na pewno będzie to „uściślone”,
Wszak procedury są „usprawnione”.

Wczorajsze „światło” dzisiaj ciemnością,
Chętnie przyjmujmy ten fakt z radością,
A gdy pojawi się „światło” „nowe”,
O zrozumienie prośmy Jehowę.

On wszystkie zmiany autoryzuje,
A od nas tylko On oczekuje,
Byśmy poddali się „kanałowi” -
„Bóg błogosławi swemu ludowi”.

Mało, że z ludzi głupców czynicie,
Dając im taki „pokarm” obficie,
To jeszcze chwały chcecie dla siebie,
Bo przecież wszyscy będziecie w niebie.

Lecz co zrobicie, gdy sie okaże,
Że Bóg was z „księgi życia” wymaże?
Czy „nowe światło” znów ogłosicie,
Jego po prostu zaś wykluczycie?!

Tego na szczęście zrobić sie nie da,
Więc chyba czeka was wielka bieda.
Bóg nie jest ubezwłasnowolniony!
Więc zaprzestańcie pleść te androny!

poniedziałek, 6 września 2010

Nie dla każdego ten bal

Mleko dawno już rozlane,
CK skompromitowane,
Towarzystwo w ONZ-cie,
Opisano to w gazecie.

„Guardian” się nazywa ona -
Gdy już sprawa ujawniona,
Na dzień drugi wycofanie
By podtrzymać udawanie.

„Watchman”, czyli Robert King
Wszystko to opisał w mig,
Za to go czekała bura,
Bo tak działa ta struktura.

Więc go spotkał zaraz sąd
Za ten skandaliczny „błąd”.
Wyrzuconogo za burtę
I zamknięto za nim furtę.

Wszak tak czyni każda władza,
Kiedy ktoś się z nią nie zgadza,
Więc nie może być wyjątku,
Wszystko musi być w porządku.

Przestań nas szkalować, bracie,
To nic, że jesteś w krawacie,
Krawat ci tu nie pomoże,
Bo nieprawdę mówisz w zborze.

Listy piszesz do Oddziałów,
A nie trzymasz się „kanału”,
Liczy nasze się sumienie,
A nie Twoje przeczulenie.

Myśmy się zgodzili z Kartą,
Bo się z Kartą zgadzać warto.
Można z Bestią się sprzymierzyć
I w Królestwo nadal wierzyć.

A gdy się już wycofało
Udać, że się nic nie stało.
Czy to komuś zaszkodziło,
Że się w ONZ-cie było?

Zajmij bracie się głoszeniem,
A nie swoim przeczuleniem.
A gdy drażni cię sumienie,
Schowaj je w obie kieszenie.

Nie chciał Robert, „pomazaniec”,
Tańczyć ten chocholi taniec.
Nie dla szczerych jest ten bal,
Mimo że jest dużo Sal.

Robert oraz wielu innych,
Tak, jak on, całkiem niewinnych,
Dzisiaj muszą tańczyć solo,
Gdyż od fałszu prawdę wolą.

Żadna władza takich nie chce,
Co to patrzą jej na ręce,
To osłabia „Teokrację”,
Jeśli ktoś prócz niej ma rację.

Aż naprawdę patrzeć żal,
Ilu chętnych na ten bal,
Choć fałszywe słychać tony
Instrumentów źle strojonych.

Gdy orkiestra grać przestanie,
Co się z tancerzami stanie?
Czy są tak przygotowani,
Że potrafią tańczyć sami?

Teraz walca czy też tango
Tańczą tylko pod dyktando.
Gdy orkiestra skończy grać,
Będą mogli tylko stać!!

Chyba już najwyższy czas,
By powiedzieć wreszcie: Pas!
Lepiej w ciszy podrygiwać,
Niż się fałszom przysłuchiwać.

I jeśli się nic nie zmieni,
Pozostanie taniec cieni,
Bo na zewnątrz wyrzuceni
Ci, co w tańcu wyszkoleni!

wtorek, 17 sierpnia 2010

Głoś!!!

Królestwo Boże jest tuż, tuż!
Porzuć więc naukę, pracę już!
Czekaj na rady od Watchtower,
Ono ci mądrość da i „power”.

Jeśli rachujesz, czytasz i piszesz,
Umiesz się ubrać i się podpiszesz -
To ci wystarczy, Choćbyś był zerem
Nic to nie szkodzi – zostań pionierem!

„Głoś, że Królestwo już panuje” -
Do tego śpiewnik nawołuje -
I choć to bujda na resorach
Wierz w to, jak Żydzi wierzą w Torah.

Głoś, że Bóg wraz ze swoim Synem
Wciąż zachwyceni są Brooklynem
I zachwyt ten jest „bezgraniczny”
Mimo pomyłek i kłamstw rozlicznych.

Głoś, że pogański król sprzed wieków
Który miał sen w podeszłym wieku,
Choć czcił Marduka, ile miał sił,
Królestwo Boże przedstawiał był!

Głoś, że majętność naszego Pana
Dawno została już przekazana
Samozwańczemu „niewolnikowi”,
Czyli sędziemu Rutherfordowi!

Co dziwne, ten o tym wcale nie wiedział
Aż duży czasu upłynął przedział
Po którym sędzia, będąc „kanałem”,
Ogłosił, że jest jego udziałem.

Dalejże zaczął korzystać z tego
I wybudował willę w San Diego.
Najpierw ogłosił, że dla proroków,
Lecz sam w niej mieszkał i miał tam spokój.

Sędzia pisarzem był bardzo płodnym,
Więc „chleb” rozdawał duchowo głodnym,
A że to nie był chleb, lecz zakalec,
Tym nie zwykł się on przejmować wcale.

List do Hitlera „groźny” przedłożył,
Czym cierpień w Niemczech braciom przysporzył,
Prześladowania będą i były,
Trzeba im pomóc, by się mnożyły.

Kiedy już całkiem był opętany
Ogłosił, że Bóg ma nowe plany:
- Do końca świata jest już niewiele,
- Więc na celibat czas, przyjaciele.

W tym celu wydał książkę niebieską
(Dziś wspominana jest ciągle z łezką),
Nosiła tytuł „Dzieci” i siała
W młodzieńczych głowach szkody bez mała.

Choć „nowe światło” z sędziego czasów
Dawno zginęło w pomroce czasu
Do dziś się głosi wiele nauk jego,
Choć z prawdą mają mało wspólnego.

Do „czasów pogan” i „majętności”
Doszły kolejne wielkie „nowości”,
Fred Franz wymyślił, że starsi zboru
Są „książętami” (rodem z Windsoru?)

Choć Jezus ma ich mianować potem,
On już za Niego zrobił robotę
Dziś wielu starszych w tę bajkę wierzy,
Myśląc, że do tej grupy należy.

Siedemdziesiąty piąty rok sławny
Tak bajkopisarz ten niepoprawny
Nagłośnił, aby wszyscy czekali,
że się w tym roku system zawali.

Nic się nie stało. To „nowe światło”
Choć po tym wszystkim całkiem przyblakło,
Nie przeszkodziło to „kanałowi”
Przypisać winę za to ludowi!

Gdy już niektórzy dość bzdur tych mieli
I od łączności z nim sie odcięli
To oskarżono ich o brak wiary
I odtrącono jak przedmiot stary.

Choć „kanał” ludzi nadal rujnuje,
Nigdy on przecież nie zrezygnuje
Z raz nadanego sobie statusu
(Jak go oczyścić? Nie ma limbusu...)

Tak szczerym ludziom usta zamknięto,
Wciąż jednak rzeczą jest niepojętą,
Że się w niezwykłe te rzeczy wierzy
I jako „dobrą nowinę” szerzy.

Ostatnie lata gorsze są jeszcze...
Gdy się pomyśli przechodzą dreszcze...
Przymierze z „bestią”, kult „niewolnika”...
W tym wszystkim prawda gdzieś całkiem znika...

Lecz nie zniknęła. Jest Słowo Boże
I dzisiaj każdy czytać je może.
„Kanał” zaliczył to do marności,
Jeśli rozwijasz swoje zdolności.

I nic dziwnego. Im więcej umiesz,
Tym coraz więcej rzeczy rozumiesz,
Wtedy unikasz manipulacji,
To nie na rękę jest „Teokracji”.

Każdy za siebie zdać sprawę musi,
Nie daj się więc tą ułudą skusić,
Że ktoś za ciebie załatwi sprawę...
To koniec wiersza.. Więc idź na kawę.

czwartek, 29 lipca 2010

Cóż to za kanał?

Cóż to za kanał nad kanałami,
który jedności służy latami
i tylko jedno biuro na świecie
ma taki kanał. Czy może wiecie?

Ten kanał różny od tych co znamy,
które pilotem w mig przełączamy,
które do wodnej służą żeglugi,
lub do ściekowej sieci obsługi.

Ten kanał bardzo jest tajemniczy.
Fizyczne prawo go nie dotyczy.
Nikt też nie zbadał jakie techniki
dają działania jego wyniki.

Jedna końcówka mieści się w Biurze,
druga jak mówią, gdzieś tam na górze,
gdzie rząd niebiański ma swą siedzibę.
Więc się otacza kanał podziwem.

A kto ten kanał zainstalował?
Czy Bóg go może autoryzował?
Jak w czasach kiedy Boży mężowie
przekazywali słowo po słowie

Duchem natchnieni Boże przesłanie.
Przez lat tysiące w niezmiennym stanie,
do dziś przetrwało. Te wydarzenia,
o których wiemy już bez wątpienia,

że wcześniej przepowiedziane były,
natchnienie mężów tych poświadczyły.
Ten kanał spuścił już tyle treści,
że w zwykłym domu nikt jej nie zmieści.

A jeśli chciałby tego dokonać,
to wiarę w kanał mógłby zrujnować.
Znajdzie miliony, których łudzono,
że już nie trafią na śmierci łono,

dawno już w grobach ziemią przykrytych.
O pokoleniach też rozmaitych,
które dożyć miały Armagedonu,
lecz wcześniej doszły do swego zgonu.

Armagedonu różne terminy,
to też kanału tego wyczyny.
Sodomy zmarłych obywateli,
co już od wieków w ziemi leżeli,

Najpierw pociesza się zmartwychwstaniem,
Potem pognębia jego zabraniem.
Jeśli te treści razem poskłada,
to go niepokój taki dopada,

czy prawidłowo kanał pracuje?
A może kanał tylko blefuje,
że jest kanałem, skąd niezgodności,
których przybywa wciąż w obfitości?

Licencja Creative Commons
Cóż to za kanał? by Damazy Eustachowicz is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska License.
W oparciu o utwór dostępny pod adresem euterpolacje.blogspot.com

środa, 28 lipca 2010

Myślenie szkodzi!

Wysłannicy Towarzystwa
Przemierzają morza, lądy,
Razem z fragmentami Biblii
Mieszają ludzkie poglądy.

Gdy ktoś pragnie zbadać temat,
Bo co nieco jest wnikliwy,
Odwiedzają go, lecz biada,
Jeśli jest zbyt dociekliwy.

Jeśli na tym już etapie
Go dopadną wątpliwości
To się mówi, że jest „kozłem”
I rozstaje – nieraz w złości.

Jeśli jednak w zaufaniu
Połknie prawdę z nutą fałszu,
To się staje „prozelitą”
W stanie duchowego rauszu.

Wszystkim bywa zachwycony,
Wszystko bardzo mu pasuje,
Choćby coś się nie zgadzało,
To on tego nie przyjmuje.

- Chronologia? Rewelacja!
- „Nowe światło”? Bardzo proszę!
- Boży „kanał” wszystko poda -
- Więc sprzeciwu tu nie znoszę...

Do chrztu pytań 90,
Trzeba ładnie nań potaknąć
- Będzie chrzest na zgromadzeniu...
- Tam nie może mnie zabraknąć!
Zachęcony do czytania,
Neofita z tym przesadza,
Czyta wszystkie publikacje,
Najpierw mu się wszystko zgadza.

W takim stanie pozostaje,
Jeśli nie jest zbyt wnikliwy,
Coraz więcej doktryn łyka
I jest bardzo z tym szczęśliwy.

Wprawdzie jest to szczęście ślepca,
Szczęście krzesła czy też stołu,
Lecz nie widzi tego biedak,
Dzieląc rozkosz tę pospołu

Wraz z innymi, którzy jak on
Uczęszczają na zebrania
Oraz większe zgromadzenia,
„Czyniąc wszystko bez szemrania”.

Lecz czas mija. Coś zaczyna
Nieco zgrzytać w tej maszynie -
Tak. To rzeczywistość skrzeczy,
Źródło tego jest w Brooklynie.

Towarzystwo w ONZ-cie?
Chronologia jest wadliwa?
„Kanał” myli się co chwilę -
Prosta droga, czy też krzywa?

Może to „odstępców” wina,
Że upada „raj duchowy”,
Przecież miało być tak pięknie -
Kolorowy zawrót głowy.

Trzeba iść do braci starszych,
Oni pewnie coś zaradzą -
Lecz tu pierwsze jest zetknięcie
Z kim? Z „teokratyczną władzą”!

Na problemy doktrynalne,
Na sprzeczności w wyjaśnieniach,
Zawsze jedno jest lekarstwo:
- „Ruszaj częściej do głoszenia”!

Szczery, żądny prawdy człowiek
Ma z tym coraz większy problem,
Bo powiedział dawno prorok,
By zła nie nazywać dobrem.

Staje się „nieregularny”,
Część na niego „wilkiem” patrzy,
Gdy lokalnie nic nie wskóra
Pisze do CK w rozpaczy.

Sądzi, że to ludzie szczerzy,
Co na pewno mu pomogą,
Szybko jednak doń dociera,
Że się stał zawalidrogą.

Chociaż przed poznaniem „prawdy”
Niezależne miał myślenie,
Teraz nagle to jest wada
I dostaje napomnienie.

Pychą się unosisz bracie...
Skąd u Ciebie wątpliwości?
Pewnie nie doceniasz modlitw,
Lub brakuje ci miłości.

Bądź wdzięczny organizacji,
Że ci prawdę poznać dała
I cokolwiek by czyniła,
Zawsze będzie rację miała.

Z nikim na ten temat nie mów,
Bo to jedność zburzyć może,
A jeśli nas nie posłuchasz,
Stracisz swoje miejsce w zborze!”

W tym momencie są dwie drogi:
Czy „potulnie” głowę skłonić?
Czy też ryzykując „wylot”,
Dalej prawdy śmiało bronić.

Lecz naprawdę jedna droga
Pozostaje dla wnikliwych.
Więc się szybko ich usuwa
Przy pomocy niegodziwych.

Ci, co wielką miłość mieli,
Teraz głowy odwracają,
Wykluczony jest przeklęty,
Nawet go nie pozdrawiają.

WY, CO KIERUJECIE „DZIEŁEM”!
„REPREZENTANT” 'NIEWOLNIKA'!
O WASZE POSTĘPOWANIE
RZESZA PRAWYCH SIĘ POTYKA!

KTO WAM DAŁ BESTIALSKIE PRAWO,
BY WYTWORZYĆ „TEOKRACJĘ”,
KTÓRA DEPCZE PRAWYCH LUDZI,
SKAZUJĄC NA IZOLACJĘ!?

BOŻY SĄD NAD WAMI WISI,
PRZED NIM SIĘ NIE UCHRONICIE!
MACIE JESZCZE CZAS NA ZMIANĘ,
JEŚLI MIŁE WAM JEST ŻYCIE.

Sosnowiec - uniwersalna historia Kongresów

Tam, gdzie leży gród Sosnowiec,
Pędzi stado „drugich owiec”.
Przekonane, że tak trzeba -
Czeka na nie „manna” z nieba.

Szybko miejsca swe zajmują,
Porządkowi je rachują -
Będzie chlubna statystyka
(Choć co roku część gdzieś znika).

Pełni ciepła i miłości
Już czekają w gotowości
Na muzykę, co rozbrzmiewa
Z góry, z prawa oraz z lewa.

Już brzmią pieśni dźwięki czyste,
Część więc leje łzy rzęsiste
Ze wzruszenia, co ich ściska,
Że jest jadła pełna miska.

Już jest pierwsze przemówienie
Pasjonujące szalenie,
W którym zawsze się tłumaczy,.
Po co każdy przyjść tu raczył.

Są sympozja i wykłady,
I tzw. „dobre rady”,
Choć wciąż mówcy mają werwę,
Wszyscy chcą już iść na przerwę.

W wielkim zgiełku i hałasie
Niczym w szkole w pierwszej klasie,
Do jadalni się udają,
Biegiem – aby miejsce zająć.

Bufet zwykłą jest atrapką,
Każdy więc ze swą kanapką
Stoi, siedzi (gdy ma na czym)
I pochłania ją w rozpaczy,

Że już bliski koniec przerwy,
Że mu mogą puścić nerwy,
I że się okaże gburem,
Bo zmęczenie bierze górę.

Ale kogo to obchodzi?
Porządkowy wartko wchodzi
Krzyczy, jakby był na „haju",
Że już pora znów do raju.

Więc radośnie wszyscy spieszą
I się bardzo z tego cieszą,
Wszak przywilej to ogromny,
Choć się ledwo jest przytomnym.

Znów sympozja i wykłady,
Mało kto już daje rady,
Ale wszyscy głośno klaszczą
Z otwartą z zachwytu paszczą.

Wreszcie koniec dnia pierwszego,
Radość jest do upadłego,
Ale nieco ją przyćmiewa
Fakt, że dwa dni jeszcze trzeba

Karmić się tą pyszną „manną”
(Nie być rzeczą jest naganną,
Czynią tak tylko „odstępcy”,
Co są gorsi niż przestępcy...)

Drugi dzień jest wielką próbą,
O pięć godzin trwa za długo,
Nawet przerwa już nie cieszy,
Każdy się do domu spieszy.

Trzeci dzień jest nieco inny,
W nim jest apel do „nieczynnych”,
Doświadczenia i wywiady,
Złote myśli i przykłady.

Jest do zgromadzonych licznych
Wykład tzw. „publiczny”,
Później zaś – by była zmiana -
Jest „Strażnica” odczytana.

Jest coś, czego wszyscy łakną -
I nie może tego braknąć -
Blednie Teatr Telewizji,
„Dramat” zjawia się na wizji.

W nim aktorzy-amatorzy -
Głos z dubbimgu się podłoży -
Choć biblijny z założenia,
Od lat kilku to się zmienia.

Choć ma wymiar religijny,
Coraz słabiej jest „biblijny”,
Służy on do mózgu prania
I propagandy wszczepiania.

Zaś ostatnie przemówienie
Mówi ważny ktoś szalenie,
Musi być koniecznie z Biura,
Wtedy mową więcej wskóra.

Wszyscy wielką ulgę czują,
Lecz udają, że żałują,
Że się wszystko już skończyło,
Przecież tak cudownie było...

Zawiadowcy „Teokracji”,
Mistrzowie manipulacji
Wiedzą, że zmęczenie skłania
Do bezmyślnego wchłaniania

Wszelkich podawanych treści,
By je w głowach „owiec” zmieścić,
Wtłoczyć do podświadomości
By nie miały znajomości

Co jest błędne, co fałszywe,
A co czyste i prawdziwe.
By oddały się w niewolę,
Mając niby wolną wolę.

Ludzie różnią się od owiec,
Bo od zwierza różny człowiek.
Bądź łagodny, pokojowy,
Lecz używaj przy tym... głowy!

Wciąż szukajcie Królestwa

Wciąż szukajcie Królestwa” – powiedział Pan Jezus.
Czy miał może na myśli Towarzystwo Strażnica?
Jego dumnych przywódców, co innym się każą,
Skamieniałą, skostniałą strukturą zachwycać?

A może miał na myśli tzw. „pionierów”
(Choć nazwa ta niezgodna jest z rzeczywistością;
Pionier to ten, kto pierwszy jest w jakimś terenie,
Nie ten, co ilość godzin wylicza z radością…)?

Organizacja wzbudza wyrzuty sumienia,
Manipuluje ludźmi, by się obwiniali,
Lepiej niech zrezygnują z pracy, wykształcenia,
I wtedy statystykę będą podbijali.

Jeśli „pionierzy” bardziej szukają Królestwa,
Przez to, że wypełniają normy godzinowe –
To cała reszta zboru musi czuć się gorsza
I jak tu się „poprawić” – wciąż zachodzi w głowę.

By się starać zrozumieć, co miał Pan na myśli,
Trzeba wersetu czytać nie pół, lecz w całości –
Jezus obiecał pomoc tym, którzy szukają
Stale najpierw Królestwa i Jego prawości.

Czy „prawość” to spełnianie normy godzinowej
Wyznaczonej zupełnie bez podstaw biblijnych?
Czy też chodzi o prawy sposób życia ludzi,
Szczerych, uczciwych, przy tym zwykle religijnych?

W Liście do Rzymian Paweł mówi o poganach,
Którzy będą sądzeni bez litery Prawa.
Ich sumienie, a także ich postępowanie
Dobre lub złe – to sądu tego jest podstawa.

Zaś w Liście do Efezjan tenże sam apostoł
Mówi, że ludzie mają bardzo różne dary.
Nigdzie jednak nie twierdzi, że należy liczyć
Czas, który przeznaczą na duchowe ofiary.

Służba chrześcijanina to jest jego życie -
Jak on pracuje, jak się do innych odnosi,
Choć Towarzystwo czasem mówi że to ważne –
Lecz w praktyce trzy kasty nad innych wynosi.

Pierwsza kasta to starsi, co „ciężko pracują”,
Szczególnie, gdy tropią „niezależne myślenie” –
Tak się przy tym ogromnie mocno angażują,
Że aż przeoczają faktyczne zagrożenie.

A jest tego niemało. Niemoralność, swary,
Podjazdowe wojenki i rywalizacja,
Alkoholizm oraz inne jeszcze przywary,
Na które słabo reaguje „Teokracja”.

Rzecz jasna, wśród tych starszych są również pionierzy,
Takich się często-gęsto czyni nadzorcami –
Są nadzorcy obwodu, okręgu i kraju,
(Dobra nazwa dla tych, co lubią być panami).

Te trzy kasty mieszają się często nawzajem,
Dwie już wymieniliśmy – starsi i pionierzy.
Ci zaś czasem należą do innej „elity”,
Choć żadna to elita – bądźmy tutaj szczerzy.

Ta szczególna spec-grupa, ta chluba Brooklynu,
To skupieni w Biurach Oddziału „betelczycy”.
Oni są fundamentem, gwarantem struktury -
Tania siła robocza, chętni niewolnicy.

Jeśli nie jesteś starszym lub choćby pionierem,
Jeśli cię nie pociąga praca „betelczyka”,
To jesteś niedojrzały, coś jest z tobą „nie tak”
I właściwie powinno się ciebie unikać.

Jeśli jesteś kobietą, to także masz szansę:
Możesz zostać pionierem albo „betelczykiem”.
Jeśli cię jednak żadna z tych rzeczy nie ciągnie,
To „szukasz wciąż Królestwa”, lecz z marnym wynikiem!

I tak oto kastowość, właściwa dla Indii ,
Na dobre zagościła w Strażnicowym tworze.
Jedni „szukają Królestwa”, lecz inni „bardziej”...
Ci, co „bardziej” - szacunek większy mają w zborze.

Te rozliczne podziały sztucznie wytworzone,
Resztki szczerej miłości na bok odsuwają,
Czas więc szukać Królestwa poza WTS-em,
Bo jak widać, ludzie w tym tylko przeszkadzają.